piątek, 3 lutego, 2023

Motywacja u dzieci cz.1

Z motywacją u dzieci bywa ciężko. Głównie bywa ciężko dorosłym. To dorosłym jej zawsze brakuje u dzieci. Bo dzieci mają jej dokładnie tyle, ile potrzebują. A dorośli wciąż jęczą i stękają, że dzieci mają za mało motywacji. Że nie robią tego, o co się je prosi. Że się za mało uczą, za wolno się ubierają, za wolno jedzą. Że nie ścielą łóżka. Że kapcia zapomniały. I martwią się nieustannie, co z tego dziecka wyrośnie. Rozbierzmy te dramatyczne scenki z życia rodzinnego na czynniki pierwsze (ten termin to jedyna wiedza z matmy, jaka mi została).

Życie dziecka jest teraz, nie w przyszłości.

Jak pisał wielokrotnie Jesper Juul, życie dziecka toczy się w teraźniejszości. Nie zaczyna się przed maturą, po maturze, na studiach, ani po znalezieniu pierwszej pracy. Pod tym względem dzieci przewyższają nas znacznie w mindfulnessowym podejściu do rzeczywistości. Nasze niespokojne, jakże dorosłe umysły, wciąż pędzą naprzód, do czasu, na który trzeba się szykować jak na wojnę, do tej wrogiej przyszłości, do której trzeba się przygotować. Trzeba zdążyć, wyuczyć się, przeszkolić, przygotować. Tylko w tych przygotowaniach, trochę zapominamy, że:

– jeśli chcemy wychować szczęśliwych, autonomicznych, emocjonalnie zbilansowanych i kreatywnych ludzi, nie osiągniemy tego presją, manipulacją słowną czy emocjonalną, systemem kar i nagród, obawą. Nie osiągniemy tego nawet krzykiem i codziennym wściekaniem się. To, co dzięki temu osiągniemy to aktywny opór (bunt na pokładzie) albo bierny opór (totalna inercja). Osiągniemy też dorosłego bez celu i motywacji do samostanowienia.

Jak motywować dziecko

A jeśli chcemy dorosłego i dojrzałego ludka w pełnej krasie, możemy tam dojść jedynie poprzez dawanie przykładu i bycie inspiracją. Poprzez budowanie relacji bezwarunkowej, za którą weźmiemy całkowitą odpowiedzialność (rodzic odpowiedzialny za relacje – nie dziecko), którą zdominuje:

– zaufanie (nawet, gdy złapiemy je na kłamstwie. Dzieci kłamią z zasady tylko w jednym przypadku: gdy wiedzą, że dorosły nie udźwignie prawdy),

– stała miłość (nie ta ruchoma typu: Jeśli Ty to, to ja tamto), 

– miłość wyrażana w taki sposób, by dziecko wiedziało, że jest kochane, dobre i warte tej miłości. Ttak, by w dorosłości nie mówiło, wiem, że rodzice mnie kochali, ale nigdy tego nie czułem.

– radość z bycia (autentyczna radość na widok dziecka, nie tylko na widok jego dobrych ocen)

– integralność rodzica (oczekujmy od dzieci tego, co i dla nas jest osiągalne – żyjmy tak jak głosimy, by móc głosić, że tak właśnie się w naszej rodzinie żyje i to jest dla niej najlepsze)

Wtedy ludek rośnie kompletny, a nie w środku wybrakowany i popękany od rodzicielskiego strachu, presji, dobrych rad, moralizowania i nadmiernych oczekiwań.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Podobne posty

Bądź na bieżąco

80FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
0SubskrybującySubskrybuj

Ostatnio dodane